niedziela, 30 października 2016

Świętujemy dziesięciolecie (7): MERCI, że jesteście z nami

Odległość między Hajnówką a Szczecinem to w linii prostej około 660 km, asfaltem 769 km. Odległość ta przez dziesięć lat nabrała nowej treści. Jeśli nie dla wszystkich mieszkańców Podlasia i Pomorza Zachodniego, to przynajmniej dla prawie 180 osób, które przez dziesięć lat działalności Projektu Muzyczno-Liturgicznego „Wschód – Zachód” przebyli tę odległość nie raz i nie dwa. Dwudziestego czwartego lipca minęło dziesięć lat od naszego pierwszego wspólnego śpiewania. Przyszedł czas przyjrzeć się tym prawie dwustu osobom.
Europejskie Dni Dziedzictwa 2011 (Chwarszczany; fot. Dominik Strzelecki)
W składzie osobowym w naszej grupie od zawsze przeważał wschód. Wśród trzech najliczniej prezentowanych w naszej grupie diecezji, dwie leżą na wschodzie naszego kraju: drohiczyńska i siedlecka (Ryc. 1.). 
Ryc. 1. Trzy najliczniej reprezentowane diecezje wśród uczestników Projektu Muzyczno-Liturgicznego "Wschód - Zachód".
Objaśnienia w tekście.
Z pierwszej z nich w działania projektowe zaangażowało się aż 79 osób. Prawie połowa z nich (35) pochodzi z Hajnówki, po dziesięć osób z Bielska Podlaskiego i Sokołowa Podlaskiego, po pięć z Siemiatycz i Łochowa. Na drugim miejscu pojawia się nasza druga rodzima diecezja, arch. szczecińsko-kamieńska, z osiemnastoma przedstawicielami, z czego większość przypada na mieszkańców Szczecina (11) i Stargardu (5). Trzecie miejsce to wspomniana diecezja siedlecka, z której pochodzi osiem osób zaangażowanych w nasze działania – dwie z nich pochodzą z samych Siedlec. 
Warsztat emisji głosu 2012 (Szczawnica)
Mimo zaangażowania w nasze działania 178 osób, większość z nich uczestniczyła w nich tylko jeden raz (113). Wiąże się to z naszą specyfiką śpiewania w wielu miejscach naszego kraju. Jedynie czternaście osób z naszego grona uczestniczyło w co najmniej jednej czwartej naszych spotkań, z czego piątka może poszczycić się wyjątkową frekwencją: Agnieszka Skórzewska-Skowron, Jowita Sielska, Łukasz Krytkowski, Magdalena Chomać i piszący te słowa. Wydaje mi się, że osoby te mają szansę być jedynymi, które zaśpiewały wszystkie sześć nabożeństw oraz odwiedziły oba macierzyste kościoły Projektu.
Stella splendens in monte 2009 (Hajnówka; soprany)
Gdyby tym wszystkim osobom, śpiewającym na przestrzeni dziesięciu lat, udało się spotkać naraz, usłyszelibyśmy chór złożony z 31 sopranów, 34 altów, 12 tenorów i 15 basów. Towarzyszyłoby mu 27 instrumentalistów, a 88 osób przygotowywałoby procesje, archiwizowałoby spotkanie, czy gotowało doskonałe posiłki (niektórzy żartują, że do nazwy Projektu powinniśmy dodać człon „Kulinarny”).
Reqiuem aeternam 2015 (Łochów; chór męski)
Nabożeństwom i mszom świętym, którym towarzyszyła nasza oprawa muzyczna, przewodniczyło trzydziestu dwóch kapłanów, z czego na wschodzie najczęściej byli to: ks. Karol Biegluk (3 razy) i ks. Tomasz Szmurło (2 razy), a na zachodzie ks. Artur Rasmus i ks. Piotr Buda (po 3 razy). W różnej formie w nasze działania zaangażowani byli przedstawiciele dziewięciu zgromadzeń zakonnych: jako celebransi (Stowarzyszenie Apostolstwa Katolickiego Księży Pallotynów, Zgromadzenie Najświętszego Odkupiciela, Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii Zagranicznej, Zgromadzenie Księży Misjonarzy Wincentego a Paulo), śpiewacy czy instrumentaliści (siostry Misjonarki św. Rodziny, dominikanki misjonarki, Zgromadzenie Najświętszego Odkupiciela), a także przygotowujący procesje, posiłki i noclegi (siostry Misjonarki św. Rodziny, Mniszki Klaryski od Wieczystej Adoracji, siostry Franciszkanki Służebnice Krzyża).
Warsztat emisji głosu 2011 (Warszawa)
Nasze spotkania, podczas których nasz śpiew towarzyszył mszom świętym i nabożeństwom, byłyby znacznie mniej owocne, gdyby nie spotkania na wewnętrznych, zamkniętych warsztatach. Organizacja warsztatów możliwa była dzięki życzliwości wielu organizacji, które udostępniły nam salę na czas naszych prób. Była to m. in. szkoła Przymierza Rodzin i Muzeum Powstania Warszawskiego, a także miejsca położone w bardziej zacisznych miejscach: Sopocie (księża misjonarze) i Szczawnicy (parafia św. Wojciecha, Biskupa i Męczennika). Wśród tych zapleczowych przygotowań nie sposób nie wspomnieć naszej nauczycielki emisji głosu, Ireny Miękiny, która po ukończeniu trzech szkół wyższych w Rydze prowadzi obecnie spokojny żywot pod Tarnowem. Prócz kilku warsztatów z Ireną, które dały nam niezmiernie wiele w zakresie umiejętności własnych, a także zgrania ze sobą nawzajem, warto na koniec wspomnieć pewien szczególny warsztat w Poznaniu, zwany warsztatem „totalnym”, gdzie śpiewom w ciągu dnia, a następnie przy kolacji nie było końca.
Stella splendens in monte 2012 (jedno ze spotkań w Poznaniu)
Niniejsze wyliczenie osób zaangażowanych w działania Projektu Muzyczno-Liturgicznego „Wschód – Zachód” miało na celu zaznaczenie jak wielu osobom jesteśmy wdzięczni za wspólne śpiewanie na przestrzeni tych lat. Choć niewielu z nich wspomniano z nazwiska, pomoc każdego była nieoceniona. Przywołując słowa Kornelii Zamęckiej sprzed kilku lat („Ja tu jestem tylko małą pinezką”) można powiedzieć, że każdy z nas jest właśnie taką pinezką. Niektóre pojawiają się na chwilę, inne trzymają dzielnie od dziesięciu lat. Trzymają pomost między tym, co było, a tym, co jest, byśmy nigdy nie chcieli patrzeć w tył z chęcią zerwania z tradycją. Oby takich pinezek było jak najwięcej. Nie tylko u nas, lecz i w każdej innej grupie, zatroskanej o odnowę liturgiczną Kościoła Powszechnego.

Krzysztof H. Olszyński

Wszelkie wyliczenia w niniejszym artykule odnoszą się do stanu z dnia 24.07.2016

Via Crucis 24.07.2006 - Boćki (pierwsze nabożeństwo)
Stella splendens in monte 2011 - Kosów Lacki (obchody pięciolecia Projektu)

Stella splendens in monte 2016 - Rudka (obchody dziesięciolecia Projektu)

wtorek, 18 października 2016

Świętujemy dziesięciolecie (6): miejsca i repertuar

Odległość między Hajnówką a Szczecinem to w linii prostej około 660 km, asfaltem 769 km. Odległość ta przez dziesięć lat nabrała nowej treści. Jeśli nie dla wszystkich mieszkańców Podlasia i Pomorza Zachodniego, to przynajmniej dla prawie 180 osób, które przez dziesięć lat działalności Projektu Muzyczno-Liturgicznego „Wschód – Zachód” przebyli tę odległość nie raz i nie dwa. Dwudziestego czwartego lipca minęło dziesięć lat od naszego pierwszego wspólnego śpiewania. Dziś przyjrzymy się miejscom, w których gościliśmy i naszemu repertuarowi.
Stella splendens in monte 2012 (Poznań; w oczekiwaniu na koziołki)
W ostatnim dziesięcioleciu śpiewaliśmy 49 razy na terenie dziewięciu diecezji. Przede wszystkim były to nasze rodzime: diec. drohiczyńska (19) i arch. szczecińsko-kamieńska (17). W grupie pozostałych diecezji wyróżnia się arch. warszawska (5), na terenie której mieszka część uczestników, wywodzących się z Podlasia (Ryc. 1).
Ryc. 1. Diecezje polskie według liczby nabożeństw i mszy świętych z udziałem Projektu Muzyczno-Liturgicznego
"Wschód - Zachód". Objaśnienia w tekście.
Nasza nazwa „Wschód – Zachód” odnosi się między innymi do dwóch głównych ośrodków naszej działalności: Hajnówki na wschodzie i Szczecina na zachodzie. Miejscem pierwszego wykonania każdego z nabożeństw w cyklu nabożeństw okresowych z muzyką dawną była parafia pw. Krzyża Świętego i św. Stanisława, Biskupa i Męczennika w Hajnówce. Łącznie w Hajnówce zaśpiewaliśmy dziewięć razy – w tym w dwóch kościołach na terenie naszej rodzimej parafii (pw. Krzyża Świętego i św. Klary) oraz w kaplicy cmentarnej parafii Śś. Cyryla i Metodego. Szczecin to z kolei miasto Rekolekcji dla facetów, lecz rzecz jasna gościmy w nim także z nabożeństwami z dawną muzyką religijną. W sumie w Szczecinie zaśpiewaliśmy 10 razy. Były to przede wszystkim Rekolekcje dla facetów (7 edycji), a także dwie Via Crucis. Jedenaste spotkanie było zamkniętym warsztatem przygotowującym Ave magne Rex caelorum.
Fons et culmen: Msza ślubna 2016 (Hajnówka/ Narewka)
Dwubiegunowość naszej działalności widać także w najczęściej odwiedzanych przez nas kościołach. W ostatnim dziesięcioleciu najczęściej (po sześć razy) można było nas usłyszeć w kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego i św. Stanisława, Biskupa i Męczennika w Hajnówce (kościół, w którym rozpoczęliśmy naszą działalność) i w kościele pw. św. Jana Ewangelisty w Szczecinie (nasz obecny kościół macierzysty w Szczecinie). W dalszej kolejności należy wspomnieć Bazylikę Archikatedralną pw. św. Jakuba Apostoła w Szczecinie (miejsce naszych trzech pierwszych spotkań w tym mieście), a także kościół św. Klary w Hajnówce (nasz obecny kościół macierzysty w Hajnówce).
Via Crucis 2013 (katedra w Drohiczynie)
Innym często odwiedzanym przez nas kościołem jest kościół księży misjonarzy (parafia Zesłania Ducha Świętego) w Sopocie-Kamiennym Potoku, gdzie spotkaliśmy się trzykrotnie (w tym dwa razy na zamkniętym warsztacie). Dwa razy nasz śpiew dało się słyszeć w kościele pw. Wniebowzięcia NMP w Nowogardzie, kościele św. Jana w Stargardzie i kościele św. Mikołaja w Międzyrzecu Podlaskim.
Fons et culmen: Msza ślubna 2016 (Miłki k. Giżycka)
Przed każdym z naszych nabożeństw zaznaczamy, by nie traktować wyjątkowej formy muzycznej jako koncert. Nie chcemy śpiewać koncertów, preferujemy prezentować muzykę religijną w kontekście, w jakim odnajduje się zdecydowanie najlepiej, a więc podczas celebracji liturgicznych i paraliturgicznych. Jednak na specjalne życzenie zaśpiewaliśmy w ciągu ostatniej dekady dwa koncerty: w 2011 r. był to …nunc et in hora mortis nostrae w Chwarszczanach, a dwa lata później w ramach Hiszpańskiej Niedzieli na Solcu.
Ryc. 2. Skład procentowy repertuaru. Objaśnienia w tekście.
Przez te 49 muzycznych spotkań nasz repertuar rozrósł się do 131 pozycji, z czego 93 powstały przed 1600 r. Jedną trzecią śpiewów (42 kompozycje) stanowi chorał gregoriański, wykonywany przede wszystkim ze źródeł watykańskich i Procesjonarza dominikańskiego (30). W drugiej kolejności (30 utworów, czyli ok. ćwiartki repertuaru) stanowią utwory renesansowe, w znacznej mierze polskie, pochodzące głównie z Kancjonałów staniąteckich. Znacznie słabiej prezentowane są utwory barokowe, również głównie z Kancjonałów staniąteckich (łącznie 11 kompozycji renesansowych i barokowych pochodzi z tego zbioru). Skład procentowy naszego repertuaru prezentuje Ryc. 2.
Ryc. 3. Najliczniej reprezentowane w repertuarze źródła polifoniczne to polskie kancjonały renesansowe.
Na tle repertuaru wyróżnia się zbiór dziesięciu pieśni z El Llibre Vermell de Montserrat – jedyne źródło historyczne, z którego potrafimy wykonać wszystkie pieśni. I to nawet zupełnie niezobowiązująco, przy kolacji. Nabożeństwo Stella splendens in monte jest również wyjątkowe – jako jedyne bazuje na jednym źródle muzycznym – właśnie Czerwonej Księdze w Montserrat. Na drugim końcu znajduje się Via Crucis i Ave magne Rex caelorum, które wykorzystują aż 11 źródeł muzycznych. Gdzieś po środku mieści się Exaltata est, która, choć wyłącznie chorałowa, sięga do czterech źródeł.
Via Crucis 2015 (Warszawa)
Exaltata est, choć bardzo przez nas lubiana, jest nabożeństwem dość świeżym, które nie zdążyło zliczyć tylu powtórzeń, co chociażby Via Crucis, od której wszystko się zaczęło. Do dziś właśnie droga krzyżowa jest nabożeństwem, które śpiewaliśmy najczęściej (11 razy od 2006 r.). Zaraz po niej jest siedem edycji Rekolekcji dla facetów (od 2008 r.) i siedem powtórzeń Stella splendens in monte (od 2009 r.). Trzeci najlepszy wynik należy do mszy ślubnej z cyklu Fons et culmen.
Ryc. 4. Liczba powtórzeń poszczególnych nabożeństw okresowych, przygotowywanych z oprawą dawnej muzyki religijnej.
Jednak znacznie ważniejszymi od miejsc są osoby. To właśnie wszystkim zaangażowanym w działania Projektu Muzyczno-Liturgicznego „Wschód – Zachód” poświęcimy ostatni jubileuszowy wpis.
Krzysztof H. Olszyński
Wszelkie wyliczenia w niniejszym artykule odnoszą się do stanu z dnia 24.07.2016.

Fons et culmen 2015: Msza ślubna (najpierw śpiewanie, potem zabawa weselna!)

czwartek, 13 października 2016

Świętujemy dziesięciolecie (5): jubileuszowa Stella splendens in monte w Rudce – napisy końcowe

Odległość między Hajnówką a Szczecinem to w linii prostej około 660 km, asfaltem 769 km. Odległość ta przez dziesięć lat nabrała nowej treści. Jeśli nie dla wszystkich mieszkańców Podlasia i Pomorza Zachodniego, to przynajmniej dla prawie 180 osób, które przez dziesięć lat działalności Projektu Muzyczno-Liturgicznego „Wschód – Zachód” przebyli tę odległość nie raz i nie dwa. Dwudziestego czwartego lipca minęło dziesięć lat od naszego pierwszego wspólnego śpiewania. Obchodząc jubileusz dziesięciolecia spotkaliśmy się po raz pięćdziesiąty. I – podobnie jak świętując pięciolecie – zaśpiewaliśmy nabożeństwo Stella splendens in monte.
Nabożeństwo Październikowe z pieśniami maryjnymi z El Llibre Vermell de Montserrat tym razem miało miejsce w Rudce, w parafii pw. Trójcy Przenajświętszej, gdzie gościliśmy już dwukrotnie – raz na zamkniętym warsztacie, a drugi raz śpiewając Exaltata est. Nabożeństwo Stella splendens in monte w naszej dziesięcioletniej historii wykonaliśmy siedem razy, dodatkowo dwukrotnie śpiewaliśmy je w ramach koncertu. Spotkanie w Rudce było więc dziesiątym zmierzeniem się z dziedzictwem katalońskiej średniowiecznej pieśni maryjnej.
Zbiór El Llibre Vermell de Montserrat (Czerwona Księga z Montserrat), prócz opisów zwyczajów miejscowej wspólnoty benedyktynów oraz cudów uczynionych za pośrednictwem cudownego wizerunku Czarnulki, zawiera dziesięć z co najmniej czternastu pieśni maryjnych powstałych w tym klasztorze w XIII-XIV. Wszystkie z nich usłyszeć można było tego wieczoru w Rudce. Osiem po łacinie, dwie po katalońsku; cztery w formie kanonu, sześć w formie virelai; pieśni inspirowane ówczesnymi kompozycjami włoskimi, francuskimi, angielskimi i północnoafrykańskimi. Większość z nich wykonywano jako taniec w kole; my je jedynie zaśpiewaliśmy, choć ustać w trakcie śpiewu bez żadnego ruchu było niemożliwe.
Krzysztof H. Olszyński

 
Bardzo serdecznie dziękujemy miejscowym duszpasterzom oraz wszystkim obecnym na nabożeństwie. Oby spotkanie to wydało swoje owoce we właściwym czasie.
Szczególne podziękowania kierujemy w stronę rodziców chrzestnych naszej działalności: s. Kryspiny Janeckiej MSF i ks. Tomasza Szmurło. Gdyby nie ich posługa w Hajnówce dziesięć lat temu pewnie nigdy nie zawiązałaby się nasza wspólna działalność. Świętowanie dziesięciolecia bez tych dwóch osób nie byłoby pełne.
PRZEWODNICZENIE: ks. Tomasz Szmurło
KOMENTARZE: s. Kryspina Janecka MSF
CHÓR ŻEŃSKI (I): Magdalena Chomać, Monika Ryszawa, Jowita Sielska
CHÓR ŻEŃSKI (II): Magdalena Czyż, Dorota Perszko-Sosnowska, Agnieszka Skórzewska-Skowron
CHÓR MĘSKI: ks. Błażej Samociuk, Krzysztof H. Olszyński
INSTRUMENTY: Magdalena Czyż (flet poprzeczny), Dorota Perszko-Sosnowska (bendir, bęben obręczowy), Agnieszka Skórzewska-Skowron (tamburyn z naciągiem, trójkąt)
ZDJĘCIA: Anna Ryszawa
POSIŁKI: s. Kryspina Janecka MSF, Joanna Ryszawa i cała reszta trzódki

sobota, 13 sierpnia 2016

Świętujemy dziesięciolecie (4): kolejne gałęzie naszego drzewa

Odległość między Hajnówką a Szczecinem to w linii prostej około 660 km, asfaltem 769 km. Odległość ta przez dziesięć lat nabrała nowej treści. Jeśli nie dla wszystkich mieszkańców Podlasia i Pomorza Zachodniego, to przynajmniej dla prawie 180 osób, które przez dziesięć lat działalności Projektu Muzyczno-Liturgicznego „Wschód – Zachód” przebyli tę odległość nie raz i nie dwa. To już dziesięć lat, proszę Państwa.

Czwarta edycja Rekolekcji dla facetów (Wielki Post, 2010)
Nocne dyskusje w męskim gronie podczas pielgrzymki do Częstochowy zaowocowały refleksją, jak mało w dzisiejszym Kościele jest treści skierowanych do mężczyzn. Lub inaczej – bo właściwie nie o treści tu chodzi, a o formę. Słuchanie dzisiejszych nauk o potrzebie kochania, które w przeważającej mierze są słodkimi rozważaniami, a nie tworzeniem wyzwań, rozmija się z męską naturą. Jezus znacznie częściej przedstawiany jest jako Baranek Boży, pokornie prowadzony na rzeź. Niewielu kapłanów wspomina o tym, że ten sam Baranek jest zarazem Lwem Judy, który wiązał bicz ze sznurków i z zapalczywością wyrzucał kupców ze świątyni.
Piąta edycja Rekolekcji dla facetów (Adwent, 2011)
Te przemyślenia miały miejsce długo przed powstaniem Projektu Muzyczno-Liturgicznego „Wschód – Zachód”, lecz właśnie ta refleksja przyczyniła się do zorganizowania rekolekcji z naukami stanowymi dla mężczyzn. Pomysł wypłynął od Łukasza i w momencie, gdy na wschodzie trwały przygotowania do pierwszego Ave magne Rex caelorum, na zachodzie trwały rozmowy i próby do pierwszych rekolekcji. Łukasz zorganizował scholę męską, która miała śpiewać chorał gregoriański. Inicjatywę nazwaliśmy roboczo Rekolekcje dla facetów, jednak nazwa na tyle dobrze pasowała do tego, co ma się na rekolekcjach zadziać, że pozostaliśmy przy niej. W jedną z niedziel Adwentu AD 2008, podczas wieczornej mszy akademickiej w archikatedrze szczecińskiej rozpoczęła się pierwsza edycja rekolekcji. Do tej pory było ich siedem – pierwsze dwie w archikatedrze, kolejne w kościele św. Jana Ewangelisty.
Fons et culmen: Sicut cervus, Msza chrzcielna ze śpiewem Męskiej Scholi Tradycyjnej (Szczecin, 2012)
Za każdym razem schemat był ten sam – msza święta z towarzyszeniem Męskiej Scholi Tradycyjnej, śpiewającej pieśni chorałowe i tradycyjne, a następnie nauki stanowe dla mężczyzn. Rekolekcje odbywały się w Wielkim Poście i Adwencie, a nauki wygłaszali kapłani z różnych zgromadzeń: chrystusowcy, dominikanie, redemptoryści. W międzyczasie okazało się, że wielu księży ma problem z zapowiadaniem tychże rekolekcji, próbując zmiękczyć ich nazwę. Określali je jako Tak zwane Rekolekcje dla facetów. Dobrze, że nie Rekolekcje dla tak zwanych facetów! Nazwa ta jednak pokazuje tę stronę męskiej osoby, która nie chce być ułożona w formę „pana”, czy „mężczyzny”. Chce być facetem i tyle.
Trzecia edycja Rekolekcji dla facetów (Adwent 2009)
Na rekolekcjach jest krótko i po męsku. I są wyzwania. Pomińmy temat, jak wielkim wyzwaniem nieraz bywa ich organizacja, a wspomnienie o nich zakończmy pięknym przypadkiem, gdy jeden z uczestników przyszedł na rekolekcje z żoną. A właściwie to żona przyszła za nim, ponieważ nie wierzyła, że jej mąż chce iść na rekolekcje z nauką dla mężczyzn i sama musiała to sprawdzić. Rekolekcje dla facetów to fenomen skupiający facetów w różnym wieku: od studentów po emerytów. Jak szkoda, że nauk stanowych obecnie w Polsce jest tak niewiele.
Fons et culmen: Missa Novella (Hajnówka, 2010)
Rekolekcje dla facetów są formą naszej działalności w Szczecinie, wiążącą się z istnieniem Męskiej Scholi Tradycyjnej. Jednak nasi Projektowicze śpiewają na mszach świętych nie tylko podczas rekolekcji. Zdarza nam się śpiewać w całym kraju podczas wyjątkowo uroczystych mszy świętych, związanych z ważnymi momentami życia osób i wspólnot. Tę naszą działalność zatytułowaliśmy Fons et culmen (łac. źródło i szczyt), bowiem liturgia, a więc msza święta, powinna być dla każdego z nas źródłem i szczytem. Źródło odświeża, szczyt wynosi nas poza codzienność. Świetna więc to przestrzeń dla muzyki, zwłaszcza dla śpiewów chorałowych, które właśnie dla liturgii zostały powołane do istnienia i które śpiewane poza nią, w ramach koncertów, przypominają polne kwiaty w wazonie. Też  piękne, choć nie tak zachwycające jak z całym kontekstem łanów roślin zielnych.
Fons et culmen: Msza ślubna (Przelewice, 2010)

Pierwsze Fons et culmen było nad wyraz wyjątkowe i symboliczne. Zaśpiewaliśmy podczas ślubu naszej projektowej pary – Eli i Łukasza. Wychowana w Hajnówce Ela i pochodzący ze Szczecina Łukasz spersonifikowali swoim związkiem nasze wschodnio-zachodnie działania. Otrzymali od nas wielki bochen chleba z napisem WSCHÓD-ZACHÓD, a do niego twaróg hajnowski i paprykarz szczeciński (oprócz prezentu symbolicznego był, rzecz jasna, bardziej konkretny!). Do dziś w ramach Fons et culmen, czyli posługi śpiewem podczas mszy świętych sprawowanych przy wyjątkowych okazjach, śpiewaliśmy czternaście razy na terenie sześciu diecezji, z czego najwięcej (trzy) w kościele Podwyższenia Krzyża Świętego w Hajnówce.
Fons et culmen: Missa Novella (Jastrzębia, 2011)
Przez ostatnie sześć lat, odkąd wykiełkował pęd Fons et culmen, zaśpiewaliśmy na trzech mszach świętych prymicyjnych. Missa Novella w naszym wykonaniu zawiera chorałowe części stałe, a pozostały repertuar w dużej mierze dobierany jest przez konsultacje z księdzem prymicjantem. Msza Sicut cervus to msza z sakramentem chrztu świętego – śpiewaliśmy ją dwukrotnie. Opiera się ona na śpiewach chorałowych oraz psalmach w opracowaniach renesansowych. Najczęściej jednak zdarzało nam się śpiewać podczas mszy ślubnych – aż siedem razy. Za każdym razem zaczynamy psalmem Wszytcy są błogosławieni, opowiadającym o tym, że wiernym sobie ludziom Bóg błogosławi długim życiem i licznym potomstwem. Później jest czas na antyfonę Ubi caritas et amor, a także psalm I ziemia, i cokolwiek, wychwalający tych, którzy unikają składania fałszywych przysiąg. Centralnym punktem śpiewów Liturgii Słowa Bożego jest jubilacyjna alleluia według melodii chorałowych.
Fons et culmen: Msza ślubna (2012). Nominacja w kategorii: Najzimniejszy śpiew projektowy.

Dwiema wyjątkowymi mszami Fons et culmen była Msza bez prądu oraz Terribilis. Pierwsza z nich została odprawiona w Nowogardzie, w Uroczystość Zwiastowania NMP AD 2012. Dzień po zaśpiewaniu Via Crucis, pozostała na miejscu Męska Schola Tradycyjna, posługiwała śpiewem podczas rokrocznie odprawianej w miejscowej parafii mszy bez prądu – a więc bez sztucznego oświetlenia i nagłośnienia. Jedyne światło pochodzi od świec, a głos ludzki ma swój naturalny zasięg (kiedyś właśnie taki definiowano zasięg wspólnoty liturgicznej – ograniczał ją naturalny zasięg głosu celebransa).
Fons et culmen; Missa Novella (Kodeń, 2012)

Druga ze wspomnianych mszy towarzyszyła konsekracji kościoła św. Klary w Hajnówce. Dzień po uroczystości konsekracji, w kościele miał miejsce odpust św. Klary, a my tego dnia po raz pierwszy posługiwaliśmy śpiewem w świątyni, która stała się naszą macierzystą na wschodzie kraju. Nazwa tej mszy – Terribilis – to początkowe słowo Introitu mszy świętej na konsekrację kościoła, który opowiada o tym, jak bojaźń Boża przepełnia świątynię. Tak zaczęła się nasza ścisła współpraca z Mniszkami Klaryskami od Wieczystej Adoracji w Hajnówce.
Fons et culmen: Missa Novella (Jastrzębia, 2011)
Właśnie w czasoprzestrzeni liturgii, gdy czas mierzony jest nie jako ten ziemski (chronos), ale ten niebiański (kairos) w pełni można docenić wartość muzyki religijnej, o ile została skomponowana z przeznaczeniem do użytku liturgicznego (nie mówimy tu bowiem o chociażby tańcach maryjnych z Montserrat). Jeśli ktoś intuicyjnie poczuje różnicę w tych czasach, nie będzie go nużył chorał, który pojedyncze sylaby potrafi multiplikować w nieskończoność. A jeśli ktoś przez zasłyszany nasz śpiew podczas mszy świętej poczuje, że jest gdzieś indziej, że to zupełnie inna przestrzeń, niż przestrzeń jego codzienności, to jesteśmy na dobrej drodze. Taki ktoś wszedł na szczyt. Niech teraz znajdzie na nim źródło.

Krzysztof H. Olszyński

niedziela, 7 sierpnia 2016

Świętujemy dziesięciolecie (3): w stronę chorału gregoriańskiego

Odległość między Hajnówką a Szczecinem to w linii prostej około 660 km, asfaltem 769 km. Odległość ta przez dziesięć lat nabrała nowej treści. Jeśli nie dla wszystkich mieszkańców Podlasia i Pomorza Zachodniego, to przynajmniej dla prawie 180 osób, które przez dziesięć lat działalności Projektu Muzyczno-Liturgicznego „Wschód – Zachód” przebyli tę odległość nie raz i nie dwa. To już dziesięć lat, proszę Państwa.

Exaltata est 2014, Hajnówka
Zajmując się muzyką liturgiczną nie moglibyśmy nie mieć w swoim repertuarze żadnego śpiewu chorałowego. Różne są definicje chorału gregoriańskiego: od najbardziej ogólnej „łaciński jednogłosowy śpiew własny liturgii rzymskiej” po najbardziej rygorystyczną, która dodaje „…związany z osobą papieża Grzegorza Wielkiego”. Inne definicje ograniczają powstawanie chorału gregoriańskiego do czasu, gdy praktyka jego komponowania była żywa, a więc komponowano według przekazów ustnych, a nie według teorii zawartej w księgach (czyli jakoś do XI w.), nazywając śpiewy późniejsze śpiewami typu chorałowego. Do tego dochodzi wiele niuansów, których rozstrzyganie nie jest materią niniejszego tekstu. Traktując chorał gregoriański jako muzykę liturgiczną związaną z dawną kulturą muzyczną (a więc definiowaną przez muzykologów jako tą przed 1750 rokiem – umowną datą, wyznaczoną przez śmierć Bacha), w naszym repertuarze znalazły się 42 kompozycje chorałowe, co stanowi 1/3 naszego repertuaru. Śpiewaliśmy je podczas mszy świętych, a także w ramach dwóch nabożeństw. Msze święte omówione zostaną w kolejnym wpisie, teraz przyjrzymy się nabożeństwom Requiem aeternam i Exaltata est.
Requiem aeternam 2013, Hajnówka
Opisywany w drugiej części naszych wspomnień [LINK LINK LINK] koncert w Chwarszczanach był również pierwszą próbą poważnego zmierzenia się z chorałem gregoriańskim. Oprócz pieśni z Montserrat, dobranych pod kątem Maryi jako patronki dobrej śmierci, koncert …nunc et in hora mortis nostrae zawierał również chorałowe śpiewy pogrzebowe z Missa pro defunctis. Posłużyły one później jako podstawa do przygotowania nabożeństwa Requiem aeternam – Różańca św. Wypominkowego, podczas którego nie tylko śpiewaliśmy chorałową mszę pogrzebową, lecz także pieśni ludowe wykonywane przy konających. Zgodnie z naszym zwyczajem pierwsze nabożeństwo odprawiliśmy w Hajnówce, lecz po raz pierwszy w naszym nowym macierzystym kościele – przyklasztornym kościele św. Klary. Był to rok 2013. 
Requiem aeternam 2015, Łochów
Dwa lata później powtórzyliśmy je w Łochowie. Gdyby w Sevres istniał dział wzorców dla organizowania wydarzeń w parafii, z pewnością znalazłoby się tam Requiem aeternam z Łochowa. Ksiądz Piotr już dwa miesiące przed rozpoczął zapraszanie na ten niezwykły wieczór. Nigdy jeszcze nie spotkaliśmy się z tak kompleksowym zaangażowaniem duszpasterzy i wspólnot. Kościół był pełen, ksiądz proboszcz specjalnie z okazji nabożeństwa zakupił nową monstrancję, z Muzeum Diecezjalnego w Drohiczynie przyjechała zabytkowa czarna żałobna kapa, a po wszystkim wcinaliśmy doskonałe ogóreczki słodko-kwaśne. O tak, to przyjęcie nas w Łochowie bardzo długo zapadnie w naszej pamięci jako to wzorowe i wymarzone.
Exaltata est 2014, Hajnówka
Rok po pierwszym Requiem aeternam, które to oprócz śpiewów chorałowych zawierało także kompozycje ludowe, zdecydowaliśmy się pójść krok dalej, przygotowując nabożeństwo całkowicie złożone ze śpiewów chorałowych. Tak powstał Exaltata est – Apel Jasnogórski na Uroczystość Wniebowzięcia NMP. Śpiewy pochodziły z ksiąg liturgicznych edycji watykańskiej, a także z Procesjonarza dominikanów, czy z renesansowego procesjonarza z Brugii. Nowe nabożeństwo pozwoliło nam zaśpiewać pieśni przypisane do dnia Wniebowzięcia NMP, które w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat zostały zapomniane. Jest tylko jedna okazja w roku, by je wykorzystać, a my właśnie to zrobiliśmy. Ba, nawet dwukrotnie, bo następnego dnia po zaśpiewaniu Exaltata est w Hajnówce udaliśmy się do Rudki, gdzie nasze wspólne czuwanie zakończyło odpustowe nabożeństwo czterdziestogodzinne. W kolejnym roku dźwięki Exaltata est poniosły się po krużgankach klasztoru na Świętym Krzyżu. Nigdy jeszcze nie dane nam było śpiewać w tak ważnym historycznie miejscu.
Exaltata est 2015, Święty Krzyż
W ten sposób udało nam się wykorzystać w naszej działalności śpiewy chorałowe, które trudno na co dzień (czy nawet od święta) usłyszeć w naszych parafiach. Jednak na samym początku jedna z przywołanych definicji chorału mówiła, że jest to „śpiew własny liturgii rzymskiej”. Jego właściwym kontekstem będzie więc celebracja liturgiczna. W naszym przypadku będą to msze święte, którym towarzyszą nauki stanowe dla mężczyzn, a także cykl Fons et culmen. Oba rodzaje naszej działalności wspomnimy za tydzień.

Krzysztof H. Olszyński

niedziela, 31 lipca 2016

Świętujemy dziesięciolecie (2): polskie Staniątki i katalońskie Montserrat

Odległość między Hajnówką a Szczecinem to w linii prostej około 660 km, asfaltem 769 km. Odległość ta przez dziesięć lat nabrała nowej treści. Jeśli nie dla wszystkich mieszkańców Podlasia i Pomorza Zachodniego, to przynajmniej dla prawie 180 osób, które przez dziesięć lat działalności Projektu Muzyczno-Liturgicznego „Wschód – Zachód” przebyli tę odległość nie raz i nie dwa. To już dziesięć lat, proszę Państwa.

Stella splendens in monte 2013, Stargard (jeszcze Szczeciński)
Charakterystyczną cechą polskiej pobożności ludowej jest położenie silnego akcentu na przeżywanie Męki Pańskiej, a także na celebrę kultu maryjnego. W pierwszej części naszych wspomnień opisaliśmy naszą drogę z Via Crucis – rozważaniem Męki Pańskiej w polskiej dawnej pieśni pasyjnej. Dziś czas na drugą polską nogę tradycyjnego śpiewania: pieśni maryjne. Wspomnimy także liryczną równowagę dla okrutnej Męki Pańskiej, jaka pojawiła się wraz z rozwojem pobożności chrześcijańskiej – świętowanie Narodzenia Pańskiego.
Ave vera virginitas 2007, Hajnówka
Wkrótce po Via Crucis zaśpiewanej w 2007 roku w Hajnówce stało się jasne, że nie powinniśmy się zatrzymywać, że warto robić coś dalej. Jeszcze tego samego roku, w święto patronalne Ruchu Światło-Życie (Oazy), czyli w Uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP, zaśpiewaliśmy Apel Jasnogórski, wypełniony dawnymi pieśniami maryjnymi i adwentowymi z terenu całej Europy, kładąc szczególny nacisk na barokowe pieśni maryjne pochodzące z Kancjonałów staniąteckich, zgromadzonych w klasztorze benedyktynek w podkrakowskich Staniątkach. Zbiór ten stanowi ważne świadectwo polskiej pobożności religijnej w renesansie i baroku.
Ave vera virginitas 2012, Myślibórz

Pierwsze nabożeństwo Ave vera virginitas stało się dla nas pierwszym spotkaniem z naszymi przyjaciółmi ze Szczecina – to właśnie na tej współpracy zasadza się nasza późniejsza działalność. Jak do tej pory nabożeństwo Ave vera virginitas zaśpiewaliśmy dwa razy, drugie jego powtórzenie miało miejsce w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Myśliborzu – kościele, który ujrzał w swojej wizji św. ks. Sopoćko. Z powodu awarii ogrzewania śpiewanie to przoduje w kategorii najzimniejszego spotkania w naszej historii, a zdjęcie z podróży powrotnej do Warszawy obiegło świat, publikowane było w Londynie i Nowym Jorku...
Ave magne Rex caelorum 2009, Hajnówka
Kancjonały staniąteckie stały się wdzięcznym materiałem do dalszych działań. Pieśni bożonarodzeniowe z nich pochodzące, wzbogacone o śpiewy z kancjonałów Biblioteki Czartoryskich i Kórnickiej, dały w efekcie nowe nabożeństwo – Ave magne Rex caelorum, Liturgię Słowa Bożego, podczas której tłem do rozważania Tajemnicy Wcielenia były polskie pieśni bożonarodzeniowe. Żaden inny naród nie może się poszczycić takim bogactwem pieśni opisujących wydarzenia związane z Narodzeniem Pańskim. Pieśni te stanowiły zupełnie inny rodzaj ekspresji wiary, odmienny od surowego, pasyjnego. Zaśpiewaliśmy je po raz pierwszy w styczniu 2009 r., po raz pierwszy korzystając ze wsparcia wykwalifikowanych instrumentalistów oraz po raz pierwszy z udziałem alumnów Wyższego Seminarium Duchownego w Drohiczynie. To nabożeństwo udało nam się powtórzyć po latach w Stargardzie (już nie Szczecińskim). Zaskakująco lekkie i taneczne, trudno się je śpiewa bez kołysania się na boki.
Ave magne Rex caelorum 2016, Stargard (już nie Szczeciński)
Jednak jeśli o prawdziwych religijnych tańcach mowa, nie należy ominąć bodajże najbardziej misternego w przygotowaniach nabożeństwa, które zaśpiewaliśmy po raz pierwszy tego samego roku, co Ave magne Rex caelorum. Za fasadą Nabożeństwa Różańcowego Stella splendens in monte stoi ogrom działań logistycznych, wiele godzin spędzonych przed komputerami i na spotkaniach i konsultacjach. To w jakiś sposób najbardziej unikalne nabożeństwo wśród pozostałych, bo pomimo ogromu włożonego w niego pracy, jest dziwnie nie nasze. Po raz jedyny w naszej historii skorzystaliśmy z gotowego zestawu pieśni, będących w dużej mierze tańcami maryjnymi, które przetrwały w rękopisie El Llibre Vermell de Montserrat. Po raz pierwszy w historii opanowaliśmy też śpiew wszystkich pieśni z konkretnego źródła. Po raz pierwszy przygotowaliśmy tłumaczenia śpiewanych przez nas tekstów – od A do Z. Owocem tamtego nabożeństwa jest również nasza strona internetowa, na której znajduje się niniejszy tekst. W przygotowania zaangażowały się osoby zamieszkałe na co dzień w Barcelonie, Brukseli i Neapolu.
Stella splendens in monte 2009, Hajnówka
Klasztor na Montserrat, skąd pochodzi wspomniany rękopis, wykazuje pewne analogie do polskiej Jasnej Góry. W obu przypadkach jest to schronienie Czarnej Madonny, której wykonanie (znów w obu przypadkach) legendarnie przypisywane jest św. Łukaszowi. Czym dla nas Jasna Góra, tym Montserrat dla Katalończyków. Z kolei pieśni z rękopisu El Llibre Vermell de Montserrat przywodzą na myśl śpiewy z Kancjonałów staniąteckich – mają służyć raczej prostym ludziom, napisane są przeważnie tak, by mogły być zaśpiewane bez wyjątkowych umiejętności muzycznych. Przeważnie.
Pierwsze Stella splendens in monte – Nabożeństwo Październikowe z pieśniami maryjnymi z El Llibre Vermell de Montserrat zaśpiewaliśmy po raz pierwszy w Hajnówce w październiku 2009. Było to ostatnie nabożeństwo, którego „premiera” miała miejsce w kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego, lecz tradycję pierwszego przemodlenia każdego nabożeństwa w Hajnówce utrzymujemy do dziś.
Stella splendens in monte 2010, Świnoujście
Drugie Nabożeństwo Październikowe Stella splendens in monte to czas absolutnie niezwykłego spotkania w Świnoujściu. Nie wyobrażaliśmy sobie nigdy, że przyjęcie śpiewaków w parafii może być tak życzliwe, że parafianki zarzucą nas dzień później „gorącym ciastem na drogę”. Była to również rozkoszna okazja do obserwacji jesieni nad morzem, do czego plaże wyspy Uznam nadają się doskonale. Łącznie nabożeństwo zaśpiewaliśmy siedem razy, jednak prócz tego należy policzyć dwie inne okazje, podczas których można było usłyszeć pieśni z rękopisu El Llibre Vermell de Montserrat.
Stella splendens in monte 2012, Poznań

Innymi szczególnie obdarzonymi wspomnieniami powtórzeniami nabożeństwa Stella splendens in monte było nabożeństwo w Poznaniu (2012) i w Sopocie (2015). Przy pierwszej okazji doświadczyliśmy bardzo ciepłego przyjęcia w niezwykłej aurze - dzień po naszym śpiewaniu miasto spowiła tak gęsta i malownicza mgła, że doświadczaliśmy go głównie przez barwne słowa Doroty i Ani, niż własnymi oczyma. Po tym wydarzeniu zaobserwowaliśmy również największy ruch na naszej stronie www i stronie na Facebooku w historii naszej działalności. Śpiewanie w Sopocie było natomiast spłatą długu wdzięczności, jaki zaciągnęliśmy organizując w parafii księży misjonarzy dwukrotnie zamknięty warsztat dla uczestników Projektu. Przy tamtych okazjach śpiewaliśmy tylko podczas mszy świętych, teraz mogliśmy również wspólnie przemodlić Nabożeństwo Październikowe.
Stella splendens in monte 2015, Sopot
Wyjątkowy sentyment, jaki narodził się w nas do pieśni z El Llibre Vermell de Montserrat spowodował, że zdecydowaliśmy się na wspólny wyjazd do Katalonii, którego głównym celem było nawiedzenie klasztoru i modlitwa przed cudownym wizerunkiem Czarnulki, jak ją pieszczotliwie nazywają miejscowi. Po modlitwie indywidualnej udaliśmy się do kaplicy adoracyjnej i śpiewaliśmy te fantastyczne pieśni w miejscu ich powstania. A potem śpiewaliśmy dalej, idąc do Santa Cova, miejsca znalezienia cudownej figury Czarnulki.
Przed Santa Cova, Montserrat 2014

Koncerty nie są formą działalności, którą chcielibyśmy uznać za naszą podstawową. Jednak w naszej historii zdarzyło nam się zaśpiewać je dwukrotnie. Jednym z nich był koncert, jaki zaśpiewaliśmy w warszawskim Sanktuarium Jezusa Nazareńskiego. Przy kościele tym działa duszpasterstwo osób hiszpańskojęzycznych, a raz w roku, na wiosnę, parafia organizuje obchody Hiszpańskiej Niedzieli na Solcu. Właśnie w ramach tego spotkania dane nam było zaprezentować komplet śpiewów z El Llibre Vermell de Montserrat w stolicy.
Hiszpańska Niedziela na Solcu 2013
Jednak pierwszym koncertem był …nunc et in hora mortis nostrae, który wykonaliśmy podczas Europejskich Dni Dziedzictwa 2011, wydarzenia organizowanego na przełomie sierpnia i września w wielu krajach europejskich, mającego na celu promocję lokalnych miejsc, szerzej nieznanych, o znacznej wartości kulturowej. Takim miejscem są Chwarszczany, niewielka wieś przy granicy polsko-niemieckiej, w której znajduje się świetnie zachowana kaplica Zakonu Ubogich Rycerzy Chrystusa Świątyni Salomona, zwanego popularnie templariuszami. To było nasze pierwsze spotkanie na szlaku templariuszy (nazwa organizatorów to właśnie Stowarzyszenie Szlak Templariuszy), i jak się później okazało – nie ostatnie. Kawa z ogniska, lepienie garnków, nauka fechtunku – rzadko w przerwie między próbami zdarza nam się doświadczyć tak wiele.
Europejskie Dni Dziedzictwa 2011, Chwarszczany
Koncert w Chwarszczanach był również pierwszą próbą poważnego zmierzenia się z chorałem gregoriańskim. Oprócz pieśni z Montserrat, dobranych pod kątem Maryi jako patronki dobrej śmierci, koncert …nunc et in hora mortis nostrae zawierał również chorałowe śpiewy pogrzebowe z Missa pro defunctis. Ich nauka nie poszła w las, posłużyły one do utkania kolejnego nabożeństwa, które wspomnimy za tydzień.
Krzysztof H. Olszyński