Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artykuły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artykuły. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 sierpnia 2016

Świętujemy dziesięciolecie (4): kolejne gałęzie naszego drzewa

Odległość między Hajnówką a Szczecinem to w linii prostej około 660 km, asfaltem 769 km. Odległość ta przez dziesięć lat nabrała nowej treści. Jeśli nie dla wszystkich mieszkańców Podlasia i Pomorza Zachodniego, to przynajmniej dla prawie 180 osób, które przez dziesięć lat działalności Projektu Muzyczno-Liturgicznego „Wschód – Zachód” przebyli tę odległość nie raz i nie dwa. To już dziesięć lat, proszę Państwa.

Czwarta edycja Rekolekcji dla facetów (Wielki Post, 2010)
Nocne dyskusje w męskim gronie podczas pielgrzymki do Częstochowy zaowocowały refleksją, jak mało w dzisiejszym Kościele jest treści skierowanych do mężczyzn. Lub inaczej – bo właściwie nie o treści tu chodzi, a o formę. Słuchanie dzisiejszych nauk o potrzebie kochania, które w przeważającej mierze są słodkimi rozważaniami, a nie tworzeniem wyzwań, rozmija się z męską naturą. Jezus znacznie częściej przedstawiany jest jako Baranek Boży, pokornie prowadzony na rzeź. Niewielu kapłanów wspomina o tym, że ten sam Baranek jest zarazem Lwem Judy, który wiązał bicz ze sznurków i z zapalczywością wyrzucał kupców ze świątyni.
Piąta edycja Rekolekcji dla facetów (Adwent, 2011)
Te przemyślenia miały miejsce długo przed powstaniem Projektu Muzyczno-Liturgicznego „Wschód – Zachód”, lecz właśnie ta refleksja przyczyniła się do zorganizowania rekolekcji z naukami stanowymi dla mężczyzn. Pomysł wypłynął od Łukasza i w momencie, gdy na wschodzie trwały przygotowania do pierwszego Ave magne Rex caelorum, na zachodzie trwały rozmowy i próby do pierwszych rekolekcji. Łukasz zorganizował scholę męską, która miała śpiewać chorał gregoriański. Inicjatywę nazwaliśmy roboczo Rekolekcje dla facetów, jednak nazwa na tyle dobrze pasowała do tego, co ma się na rekolekcjach zadziać, że pozostaliśmy przy niej. W jedną z niedziel Adwentu AD 2008, podczas wieczornej mszy akademickiej w archikatedrze szczecińskiej rozpoczęła się pierwsza edycja rekolekcji. Do tej pory było ich siedem – pierwsze dwie w archikatedrze, kolejne w kościele św. Jana Ewangelisty.
Fons et culmen: Sicut cervus, Msza chrzcielna ze śpiewem Męskiej Scholi Tradycyjnej (Szczecin, 2012)
Za każdym razem schemat był ten sam – msza święta z towarzyszeniem Męskiej Scholi Tradycyjnej, śpiewającej pieśni chorałowe i tradycyjne, a następnie nauki stanowe dla mężczyzn. Rekolekcje odbywały się w Wielkim Poście i Adwencie, a nauki wygłaszali kapłani z różnych zgromadzeń: chrystusowcy, dominikanie, redemptoryści. W międzyczasie okazało się, że wielu księży ma problem z zapowiadaniem tychże rekolekcji, próbując zmiękczyć ich nazwę. Określali je jako Tak zwane Rekolekcje dla facetów. Dobrze, że nie Rekolekcje dla tak zwanych facetów! Nazwa ta jednak pokazuje tę stronę męskiej osoby, która nie chce być ułożona w formę „pana”, czy „mężczyzny”. Chce być facetem i tyle.
Trzecia edycja Rekolekcji dla facetów (Adwent 2009)
Na rekolekcjach jest krótko i po męsku. I są wyzwania. Pomińmy temat, jak wielkim wyzwaniem nieraz bywa ich organizacja, a wspomnienie o nich zakończmy pięknym przypadkiem, gdy jeden z uczestników przyszedł na rekolekcje z żoną. A właściwie to żona przyszła za nim, ponieważ nie wierzyła, że jej mąż chce iść na rekolekcje z nauką dla mężczyzn i sama musiała to sprawdzić. Rekolekcje dla facetów to fenomen skupiający facetów w różnym wieku: od studentów po emerytów. Jak szkoda, że nauk stanowych obecnie w Polsce jest tak niewiele.
Fons et culmen: Missa Novella (Hajnówka, 2010)
Rekolekcje dla facetów są formą naszej działalności w Szczecinie, wiążącą się z istnieniem Męskiej Scholi Tradycyjnej. Jednak nasi Projektowicze śpiewają na mszach świętych nie tylko podczas rekolekcji. Zdarza nam się śpiewać w całym kraju podczas wyjątkowo uroczystych mszy świętych, związanych z ważnymi momentami życia osób i wspólnot. Tę naszą działalność zatytułowaliśmy Fons et culmen (łac. źródło i szczyt), bowiem liturgia, a więc msza święta, powinna być dla każdego z nas źródłem i szczytem. Źródło odświeża, szczyt wynosi nas poza codzienność. Świetna więc to przestrzeń dla muzyki, zwłaszcza dla śpiewów chorałowych, które właśnie dla liturgii zostały powołane do istnienia i które śpiewane poza nią, w ramach koncertów, przypominają polne kwiaty w wazonie. Też  piękne, choć nie tak zachwycające jak z całym kontekstem łanów roślin zielnych.
Fons et culmen: Msza ślubna (Przelewice, 2010)

Pierwsze Fons et culmen było nad wyraz wyjątkowe i symboliczne. Zaśpiewaliśmy podczas ślubu naszej projektowej pary – Eli i Łukasza. Wychowana w Hajnówce Ela i pochodzący ze Szczecina Łukasz spersonifikowali swoim związkiem nasze wschodnio-zachodnie działania. Otrzymali od nas wielki bochen chleba z napisem WSCHÓD-ZACHÓD, a do niego twaróg hajnowski i paprykarz szczeciński (oprócz prezentu symbolicznego był, rzecz jasna, bardziej konkretny!). Do dziś w ramach Fons et culmen, czyli posługi śpiewem podczas mszy świętych sprawowanych przy wyjątkowych okazjach, śpiewaliśmy czternaście razy na terenie sześciu diecezji, z czego najwięcej (trzy) w kościele Podwyższenia Krzyża Świętego w Hajnówce.
Fons et culmen: Missa Novella (Jastrzębia, 2011)
Przez ostatnie sześć lat, odkąd wykiełkował pęd Fons et culmen, zaśpiewaliśmy na trzech mszach świętych prymicyjnych. Missa Novella w naszym wykonaniu zawiera chorałowe części stałe, a pozostały repertuar w dużej mierze dobierany jest przez konsultacje z księdzem prymicjantem. Msza Sicut cervus to msza z sakramentem chrztu świętego – śpiewaliśmy ją dwukrotnie. Opiera się ona na śpiewach chorałowych oraz psalmach w opracowaniach renesansowych. Najczęściej jednak zdarzało nam się śpiewać podczas mszy ślubnych – aż siedem razy. Za każdym razem zaczynamy psalmem Wszytcy są błogosławieni, opowiadającym o tym, że wiernym sobie ludziom Bóg błogosławi długim życiem i licznym potomstwem. Później jest czas na antyfonę Ubi caritas et amor, a także psalm I ziemia, i cokolwiek, wychwalający tych, którzy unikają składania fałszywych przysiąg. Centralnym punktem śpiewów Liturgii Słowa Bożego jest jubilacyjna alleluia według melodii chorałowych.
Fons et culmen: Msza ślubna (2012). Nominacja w kategorii: Najzimniejszy śpiew projektowy.

Dwiema wyjątkowymi mszami Fons et culmen była Msza bez prądu oraz Terribilis. Pierwsza z nich została odprawiona w Nowogardzie, w Uroczystość Zwiastowania NMP AD 2012. Dzień po zaśpiewaniu Via Crucis, pozostała na miejscu Męska Schola Tradycyjna, posługiwała śpiewem podczas rokrocznie odprawianej w miejscowej parafii mszy bez prądu – a więc bez sztucznego oświetlenia i nagłośnienia. Jedyne światło pochodzi od świec, a głos ludzki ma swój naturalny zasięg (kiedyś właśnie taki definiowano zasięg wspólnoty liturgicznej – ograniczał ją naturalny zasięg głosu celebransa).
Fons et culmen; Missa Novella (Kodeń, 2012)

Druga ze wspomnianych mszy towarzyszyła konsekracji kościoła św. Klary w Hajnówce. Dzień po uroczystości konsekracji, w kościele miał miejsce odpust św. Klary, a my tego dnia po raz pierwszy posługiwaliśmy śpiewem w świątyni, która stała się naszą macierzystą na wschodzie kraju. Nazwa tej mszy – Terribilis – to początkowe słowo Introitu mszy świętej na konsekrację kościoła, który opowiada o tym, jak bojaźń Boża przepełnia świątynię. Tak zaczęła się nasza ścisła współpraca z Mniszkami Klaryskami od Wieczystej Adoracji w Hajnówce.
Fons et culmen: Missa Novella (Jastrzębia, 2011)
Właśnie w czasoprzestrzeni liturgii, gdy czas mierzony jest nie jako ten ziemski (chronos), ale ten niebiański (kairos) w pełni można docenić wartość muzyki religijnej, o ile została skomponowana z przeznaczeniem do użytku liturgicznego (nie mówimy tu bowiem o chociażby tańcach maryjnych z Montserrat). Jeśli ktoś intuicyjnie poczuje różnicę w tych czasach, nie będzie go nużył chorał, który pojedyncze sylaby potrafi multiplikować w nieskończoność. A jeśli ktoś przez zasłyszany nasz śpiew podczas mszy świętej poczuje, że jest gdzieś indziej, że to zupełnie inna przestrzeń, niż przestrzeń jego codzienności, to jesteśmy na dobrej drodze. Taki ktoś wszedł na szczyt. Niech teraz znajdzie na nim źródło.

Krzysztof H. Olszyński

niedziela, 31 lipca 2016

Świętujemy dziesięciolecie (2): polskie Staniątki i katalońskie Montserrat

Odległość między Hajnówką a Szczecinem to w linii prostej około 660 km, asfaltem 769 km. Odległość ta przez dziesięć lat nabrała nowej treści. Jeśli nie dla wszystkich mieszkańców Podlasia i Pomorza Zachodniego, to przynajmniej dla prawie 180 osób, które przez dziesięć lat działalności Projektu Muzyczno-Liturgicznego „Wschód – Zachód” przebyli tę odległość nie raz i nie dwa. To już dziesięć lat, proszę Państwa.

Stella splendens in monte 2013, Stargard (jeszcze Szczeciński)
Charakterystyczną cechą polskiej pobożności ludowej jest położenie silnego akcentu na przeżywanie Męki Pańskiej, a także na celebrę kultu maryjnego. W pierwszej części naszych wspomnień opisaliśmy naszą drogę z Via Crucis – rozważaniem Męki Pańskiej w polskiej dawnej pieśni pasyjnej. Dziś czas na drugą polską nogę tradycyjnego śpiewania: pieśni maryjne. Wspomnimy także liryczną równowagę dla okrutnej Męki Pańskiej, jaka pojawiła się wraz z rozwojem pobożności chrześcijańskiej – świętowanie Narodzenia Pańskiego.
Ave vera virginitas 2007, Hajnówka
Wkrótce po Via Crucis zaśpiewanej w 2007 roku w Hajnówce stało się jasne, że nie powinniśmy się zatrzymywać, że warto robić coś dalej. Jeszcze tego samego roku, w święto patronalne Ruchu Światło-Życie (Oazy), czyli w Uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP, zaśpiewaliśmy Apel Jasnogórski, wypełniony dawnymi pieśniami maryjnymi i adwentowymi z terenu całej Europy, kładąc szczególny nacisk na barokowe pieśni maryjne pochodzące z Kancjonałów staniąteckich, zgromadzonych w klasztorze benedyktynek w podkrakowskich Staniątkach. Zbiór ten stanowi ważne świadectwo polskiej pobożności religijnej w renesansie i baroku.
Ave vera virginitas 2012, Myślibórz

Pierwsze nabożeństwo Ave vera virginitas stało się dla nas pierwszym spotkaniem z naszymi przyjaciółmi ze Szczecina – to właśnie na tej współpracy zasadza się nasza późniejsza działalność. Jak do tej pory nabożeństwo Ave vera virginitas zaśpiewaliśmy dwa razy, drugie jego powtórzenie miało miejsce w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Myśliborzu – kościele, który ujrzał w swojej wizji św. ks. Sopoćko. Z powodu awarii ogrzewania śpiewanie to przoduje w kategorii najzimniejszego spotkania w naszej historii, a zdjęcie z podróży powrotnej do Warszawy obiegło świat, publikowane było w Londynie i Nowym Jorku...
Ave magne Rex caelorum 2009, Hajnówka
Kancjonały staniąteckie stały się wdzięcznym materiałem do dalszych działań. Pieśni bożonarodzeniowe z nich pochodzące, wzbogacone o śpiewy z kancjonałów Biblioteki Czartoryskich i Kórnickiej, dały w efekcie nowe nabożeństwo – Ave magne Rex caelorum, Liturgię Słowa Bożego, podczas której tłem do rozważania Tajemnicy Wcielenia były polskie pieśni bożonarodzeniowe. Żaden inny naród nie może się poszczycić takim bogactwem pieśni opisujących wydarzenia związane z Narodzeniem Pańskim. Pieśni te stanowiły zupełnie inny rodzaj ekspresji wiary, odmienny od surowego, pasyjnego. Zaśpiewaliśmy je po raz pierwszy w styczniu 2009 r., po raz pierwszy korzystając ze wsparcia wykwalifikowanych instrumentalistów oraz po raz pierwszy z udziałem alumnów Wyższego Seminarium Duchownego w Drohiczynie. To nabożeństwo udało nam się powtórzyć po latach w Stargardzie (już nie Szczecińskim). Zaskakująco lekkie i taneczne, trudno się je śpiewa bez kołysania się na boki.
Ave magne Rex caelorum 2016, Stargard (już nie Szczeciński)
Jednak jeśli o prawdziwych religijnych tańcach mowa, nie należy ominąć bodajże najbardziej misternego w przygotowaniach nabożeństwa, które zaśpiewaliśmy po raz pierwszy tego samego roku, co Ave magne Rex caelorum. Za fasadą Nabożeństwa Różańcowego Stella splendens in monte stoi ogrom działań logistycznych, wiele godzin spędzonych przed komputerami i na spotkaniach i konsultacjach. To w jakiś sposób najbardziej unikalne nabożeństwo wśród pozostałych, bo pomimo ogromu włożonego w niego pracy, jest dziwnie nie nasze. Po raz jedyny w naszej historii skorzystaliśmy z gotowego zestawu pieśni, będących w dużej mierze tańcami maryjnymi, które przetrwały w rękopisie El Llibre Vermell de Montserrat. Po raz pierwszy w historii opanowaliśmy też śpiew wszystkich pieśni z konkretnego źródła. Po raz pierwszy przygotowaliśmy tłumaczenia śpiewanych przez nas tekstów – od A do Z. Owocem tamtego nabożeństwa jest również nasza strona internetowa, na której znajduje się niniejszy tekst. W przygotowania zaangażowały się osoby zamieszkałe na co dzień w Barcelonie, Brukseli i Neapolu.
Stella splendens in monte 2009, Hajnówka
Klasztor na Montserrat, skąd pochodzi wspomniany rękopis, wykazuje pewne analogie do polskiej Jasnej Góry. W obu przypadkach jest to schronienie Czarnej Madonny, której wykonanie (znów w obu przypadkach) legendarnie przypisywane jest św. Łukaszowi. Czym dla nas Jasna Góra, tym Montserrat dla Katalończyków. Z kolei pieśni z rękopisu El Llibre Vermell de Montserrat przywodzą na myśl śpiewy z Kancjonałów staniąteckich – mają służyć raczej prostym ludziom, napisane są przeważnie tak, by mogły być zaśpiewane bez wyjątkowych umiejętności muzycznych. Przeważnie.
Pierwsze Stella splendens in monte – Nabożeństwo Październikowe z pieśniami maryjnymi z El Llibre Vermell de Montserrat zaśpiewaliśmy po raz pierwszy w Hajnówce w październiku 2009. Było to ostatnie nabożeństwo, którego „premiera” miała miejsce w kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego, lecz tradycję pierwszego przemodlenia każdego nabożeństwa w Hajnówce utrzymujemy do dziś.
Stella splendens in monte 2010, Świnoujście
Drugie Nabożeństwo Październikowe Stella splendens in monte to czas absolutnie niezwykłego spotkania w Świnoujściu. Nie wyobrażaliśmy sobie nigdy, że przyjęcie śpiewaków w parafii może być tak życzliwe, że parafianki zarzucą nas dzień później „gorącym ciastem na drogę”. Była to również rozkoszna okazja do obserwacji jesieni nad morzem, do czego plaże wyspy Uznam nadają się doskonale. Łącznie nabożeństwo zaśpiewaliśmy siedem razy, jednak prócz tego należy policzyć dwie inne okazje, podczas których można było usłyszeć pieśni z rękopisu El Llibre Vermell de Montserrat.
Stella splendens in monte 2012, Poznań

Innymi szczególnie obdarzonymi wspomnieniami powtórzeniami nabożeństwa Stella splendens in monte było nabożeństwo w Poznaniu (2012) i w Sopocie (2015). Przy pierwszej okazji doświadczyliśmy bardzo ciepłego przyjęcia w niezwykłej aurze - dzień po naszym śpiewaniu miasto spowiła tak gęsta i malownicza mgła, że doświadczaliśmy go głównie przez barwne słowa Doroty i Ani, niż własnymi oczyma. Po tym wydarzeniu zaobserwowaliśmy również największy ruch na naszej stronie www i stronie na Facebooku w historii naszej działalności. Śpiewanie w Sopocie było natomiast spłatą długu wdzięczności, jaki zaciągnęliśmy organizując w parafii księży misjonarzy dwukrotnie zamknięty warsztat dla uczestników Projektu. Przy tamtych okazjach śpiewaliśmy tylko podczas mszy świętych, teraz mogliśmy również wspólnie przemodlić Nabożeństwo Październikowe.
Stella splendens in monte 2015, Sopot
Wyjątkowy sentyment, jaki narodził się w nas do pieśni z El Llibre Vermell de Montserrat spowodował, że zdecydowaliśmy się na wspólny wyjazd do Katalonii, którego głównym celem było nawiedzenie klasztoru i modlitwa przed cudownym wizerunkiem Czarnulki, jak ją pieszczotliwie nazywają miejscowi. Po modlitwie indywidualnej udaliśmy się do kaplicy adoracyjnej i śpiewaliśmy te fantastyczne pieśni w miejscu ich powstania. A potem śpiewaliśmy dalej, idąc do Santa Cova, miejsca znalezienia cudownej figury Czarnulki.
Przed Santa Cova, Montserrat 2014

Koncerty nie są formą działalności, którą chcielibyśmy uznać za naszą podstawową. Jednak w naszej historii zdarzyło nam się zaśpiewać je dwukrotnie. Jednym z nich był koncert, jaki zaśpiewaliśmy w warszawskim Sanktuarium Jezusa Nazareńskiego. Przy kościele tym działa duszpasterstwo osób hiszpańskojęzycznych, a raz w roku, na wiosnę, parafia organizuje obchody Hiszpańskiej Niedzieli na Solcu. Właśnie w ramach tego spotkania dane nam było zaprezentować komplet śpiewów z El Llibre Vermell de Montserrat w stolicy.
Hiszpańska Niedziela na Solcu 2013
Jednak pierwszym koncertem był …nunc et in hora mortis nostrae, który wykonaliśmy podczas Europejskich Dni Dziedzictwa 2011, wydarzenia organizowanego na przełomie sierpnia i września w wielu krajach europejskich, mającego na celu promocję lokalnych miejsc, szerzej nieznanych, o znacznej wartości kulturowej. Takim miejscem są Chwarszczany, niewielka wieś przy granicy polsko-niemieckiej, w której znajduje się świetnie zachowana kaplica Zakonu Ubogich Rycerzy Chrystusa Świątyni Salomona, zwanego popularnie templariuszami. To było nasze pierwsze spotkanie na szlaku templariuszy (nazwa organizatorów to właśnie Stowarzyszenie Szlak Templariuszy), i jak się później okazało – nie ostatnie. Kawa z ogniska, lepienie garnków, nauka fechtunku – rzadko w przerwie między próbami zdarza nam się doświadczyć tak wiele.
Europejskie Dni Dziedzictwa 2011, Chwarszczany
Koncert w Chwarszczanach był również pierwszą próbą poważnego zmierzenia się z chorałem gregoriańskim. Oprócz pieśni z Montserrat, dobranych pod kątem Maryi jako patronki dobrej śmierci, koncert …nunc et in hora mortis nostrae zawierał również chorałowe śpiewy pogrzebowe z Missa pro defunctis. Ich nauka nie poszła w las, posłużyły one do utkania kolejnego nabożeństwa, które wspomnimy za tydzień.
Krzysztof H. Olszyński

niedziela, 24 lipca 2016

Świętujemy dziesięciolecie (1): Via Crucis, czyli jak to się zaczęło

Odległość między Hajnówką a Szczecinem to w linii prostej około 660 km, asfaltem 769 km. Odległość ta przez dziesięć lat nabrała nowej treści. Jeśli nie dla wszystkich mieszkańców Podlasia i Pomorza Zachodniego, to przynajmniej dla prawie 180 osób, które przez dziesięć lat działalności Projektu Muzyczno-Liturgicznego „Wschód – Zachód” przebyli tę odległość nie raz i nie dwa. To już dziesięć lat, proszę Państwa.

Via Crucis 2011, Warszawa
Był wieczór 24 lipca 2006 roku. Kończył się kolejny upalny dzień podlaskiego lata, kiedy diecezjalne sanktuarium św. Antoniego Padewskiego w Boćkach (diec. drohiczyńska) zaczęło napełniać się młodzieżą gimnazjalną i licealną. W Boćkach trwały rekolekcje pierwszego stopnia Oazy Nowego Życia, prowadzone według piętnastu tajemnic tradycyjnego Różańca świętego. Tego dnia wypadał dzień dziewiąty, czwarty dzień bolesny, podczas którego rozważana była tajemnica drogi krzyżowej. Zwyczajem oazowym jest udanie się tego dnia z krzyżem w pole i w las i tam odprawienie nabożeństwa. Tym razem jednak stało się inaczej.
Via Crucis 2012, Nowogard
Droga krzyżowa odprawiona została w kościele, a poszczególnym stacjom towarzyszyły nie oazowe piosenki, śpiewanie przy akompaniamencie gitary, a największe zabytki polskiej pieśni pasyjnej z XV i XVI w. Śpiewy te były przygotowywane przez dziesięcioosobową grupę animatorów i uczestników od początku przyjazdu na rekolekcje, jednak niektóre z pieśni zostały zaśpiewane przez wszystkich zgromadzonych: Godzinki o Męce Pańskiej z 1425 r. czy renesansowe Pamiętajmyż, wszyscy wierni. A wydawać by się mogło, że renesansowa muzyka religijna i grupa gimnazjalistów to dwa wykluczające się światy. Wprost przeciwnie – od tego dnia Pamiętajmyż, wszyscy wierni było chyba najczęściej nuconą frazą wśród uczestników, których na rekolekcjach było ponad 65 osób.
Jak do tego doszło? Jak to w ogóle możliwe, że oazowicze zrezygnowali ze zwyczajnej formy rekolekcyjnej drogi krzyżowej w lesie i wybrali się do kościoła? Jak to w ogóle możliwe, że tak trudna muzyka została zaprezentowana tak niepokornej grupie wiekowej? Historia ta zaczęła się wiosną tego samego roku.
Via Crucis 2006, Boćki
W marcu wybrałem się na drogę krzyżową do swojego duszpasterstwa akademickiego przy Pl. Narutowicza w Warszawie. Choć nie byłem wcześniej na próbie, śmiało dołączyłem do reszty śpiewających, mając w głowie raczej standardowy w takich sytuacjach repertuar. Śpiewaliśmy głównie pieśni z Niepojętej Trójcy, w gruncie rzeczy do siebie podobne i na tyle jednorodne, że nawet jak czegoś nie znałeś, mogłeś szybko to opanować podczas śpiewania. A tu niespodzianka. Okazało się, że moja schola przygotowała jakieś nowe pieśni, których ni w ząb nie mogłem oswoić, w których wszystko działo się inaczej i było ponad moje siły. Zafascynowany swoją nieporadnością poprosiłem o kopię jednej z pieśni, bym mógł sobie nad nią popracować w domu. Były to nuty do Wszyscy mieszkańcy dworu niebieskiego. Ta pieśń uruchomiła wielką eksplorację Internetu, opartą głównie na poszukiwaniu haseł muzyka dawna, czy polskie pieśni pasyjne. Znalezienie nut do innych kompozycji stało się możliwe dzięki świetnej inicjatywie Collegium Vocale Bydgoszcz, które po wydaniu płyty zwyczajowo zamieszczało na swojej stronie partytury do wykonywanych przez siebie utworów. Później kupiłem ich płytę, popłakałem się przy Lamencie Świętokrzyskim interpretowanym przez Teresę Budzisz-Krzyżanowską, a zebrane pieśni zaczęły składać się w nabożeństwo drogi krzyżowej. Później wystarczyło przekonać księdza moderatora i animatorkę muzyczną, jadących ze mną na rekolekcyjny turnus, że warto to zrobić. A że temat roku formacyjnego w Oazie brzmiał Pamięć i tożsamość, a ja wiedziałem, że zarówno ks. Tomasz Szmurło, jak i Magda Chomać są osobami zdolnymi do porwania się na realizację wyjątkowych przedsięwzięć, nie było to trudne.
Od tamtej pory nabożeństwo Via Crucis – rozważanie Męki Pańskiej w polskiej dawnej pieśni pasyjnej zaśpiewaliśmy jedenaście razy. Ze wszystkich śpiewanych przez nas nabożeństw, to darzymy największym sentymentem.
Via Crucis 2007, Hajnówka
Wracając z rekolekcji ks. Tomasz był pod wielkim wrażeniem, jak grupa gimnazjalistów i licealistów przyjęła całe nabożeństwo i jakim echem ono wracało do końca trwania turnusu. Od razu stwierdził, że nie możemy odłożyć tego na półkę. Trzeba to zaśpiewać jeszcze raz. Warunki ku temu były doskonałe – wraz z ks. Tomkiem byliśmy w jednej parafii, w której pojawiła się również wracająca z misji na Białorusi s. Kryspina Janecka MSF, organistka. Bardzo żywiołowa i nastawiona na liczne działania z parafianami, a zarazem spragniona nowych śpiewów, bo jak nie raz zaznaczała nie wiedziała, co się teraz w Polsce śpiewa. To właśnie równoczesne pojawienie się w parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Hajnówce księdza o ogromnej wrażliwości liturgicznej i organistki spragnionej działania ponad normę spowodowało, że tym razem zebraliśmy się w większym gronie – nie tylko oazowiczów z terenu diecezji drohiczyńskiej (choć tych było najwięcej), lecz także i naszych śpiewających znajomych ze studiów, z całej Polski. Via Crucis zaśpiewana w Hajnówce w marcu 2007 roku pokazała, że złaknieni takiej formy modlitwy są nie tylko nastolatkowie, lecz przedstawiciele różnych pokoleń. Z czasem księdza Tomka i siostrę Kryspinę nazwaliśmy rodzicami chrzestnymi naszych wspólnych poczynań.
Via Crucis 2009, Szczecin (katedra)
Czwarta okazja do zaśpiewania Via Crucis była zarazem pierwszą okazją do zaśpiewania czegoś na zachodzie naszego kraju. Po raz pierwszy przekroczyliśmy granice diecezji, po raz pierwszy też, rzucona niewinnie przez Łukasza podczas prywatnych rozmów nazwa Projekt „Wschód-Zachód” została użyta oficjalnie. Po raz pierwszy także zaśpiewaliśmy w kościele katedralnym, Bazylice Archikatedralnej św. Jakuba Apostoła w Szczecinie. Pamiętnej kolacji przy świetle świec na katedralnej wieży, kiedy w całym mieście gasły światła w ramach akcji Godzina dla Ziemi, a deszcz bębnił w panoramiczne okna, nie zapomnimy do końca życia.
Via Crucis 2010, Szczecin (św. Jan Ewangelista)
Rok później wróciliśmy z Via Crucis do Szczecina, śpiewając ją w nowym kościele, najstarszym katolickim kościele miasta pw. Jana Ewangelisty. Ten kościół stał się naszym kościołem macierzystym w archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej.
Via Crucis 2011, Warszawa
Szóstą Via Crucis odpowiedzieliśmy na prośby naszych znajomych z Warszawy, którzy nalegali, byśmy zaśpiewali coś także w stolicy. Była to niesamowita okazja zaśpiewania nabożeństwa w kościele, w którym sama idea Via Crucis zaczęła kiełkować pięć lat wcześniej – kościele św. Jakuba przy Pl. Narutowicza. Było to zarazem jedno z naszych spotkań, na których zgromadziliśmy się najliczniej.
Via Crucis 2013, Drohiczyn
W 2013 r. przyszedł czas na katedrę drohiczyńską. Przecież naszymi matczynymi diecezjami są: szczecińsko-kamieńska oraz właśnie drohiczyńska. W archikatedrze w Szczecinie już śpiewaliśmy, teraz chcieliśmy zrobić to samo w katedrze historycznej stolicy Podlasia. Dzień później stanęliśmy na Górze Zamkowej i odśpiewaliśmy: W dolinie Góry Zamkowej leniwie przepływa Bug
Via Crucis 2014, Międzyrzec Podlaski
Dziewiąta i jedenasta Via Crucis to czas spotkań z templariuszami Chorągwi Międzyrzeckiej w Międzyrzecu Podlaskim. Nasza współpraca z grupą rekonstruktorów zwyczajów templariuszy rozpoczęła się w 2011 roku. Jedenasta Via Crucis była zarazem pierwszą sytuacją, gdy zdarzyło nam się zaśpiewać to samo nabożeństwo dwukrotnie w tym samym kościele.
Via Crucis 2016, Międzyrzec Podlaski
Via Crucis była wstępem do naszych zorganizowanych działań. Z biegiem lat stała się jedynym nabożeństwem, jakie od czasu zawiązania naszej grupy odprawiamy corocznie. Nie jest jednak wszystkim, co spotkało nas przez te dziesięć lat. Następne wspomnienie za tydzień.

Krzysztof H. Olszyński

wtorek, 17 listopada 2015

Formy modlitwy za zmarłych - część druga: praktyki ludowe

źródło: lwow.info
          W listopadzie Kościół Święty wspomina tych, którzy już osiągnęli radość wieczną i modli się za tych, którzy dopiero oczekują na radość nieba i jeszcze muszą się oczyścić w ogniu czyśćcowym. Istota listopadowych świąt wypływa ze starcia dwóch prawd: prawdy o nieuchronności śmierci, przemijalności tego, co ziemskie oraz wyznania wiary moc w Tego, który zwyciężył śmierć, a przez to wiary w życie wieczne. Jest to więc czas pełen refleksyjnej zadumy, ale także, jeśli nie przede wszystkim, czas nadziei, czas wpatrywania się w blask paschalnej świecy, która przypomina prawdę o zmartwychwstaniu Chrystusa. Wszystkie lampki zapalane na cmentarzach są symbolem tego światła. Podobnie przedłużeniem praktyk liturgicznych są zwyczaje ludowe, również w kwestii czuwania przy zmarłych.
źródło: www.gadki.lublin.pl
          Uczniowie Chrystusa w ciszy, która zostaje po zmarłych, powtarzają wieczny odpoczynek, szepczą Zdrowaś Maryjo, czytają w długich „litaniach” wypominkowych nazwiska zmarłych, którym wypraszają życie wieczne. A także, zgodnie z tradycją, wypełniają tę ciszę śpiewem.
          Śpiew jest nieodłącznym elementem zwyczajów pogrzebowych i ma swoje korzenie w dawnej obrzędowości ludowej. W czasie tradycyjnego, trzydniowego czuwania przy zmarłym, jak również podczas całego pogrzebowego obrządku, bardzo ważną postacią był tzw. śpiewak. To osoba, która prowadziła modlitwy w domu i podczas konsolacji, korzystała przy tym z własnych, unikalnych zbiorów, zeszytów z pieśniami zebranymi specjalnie na tę okoliczność. W zeszytach zapisywano nawet na jakie melodie śpiewać; ale nie za pomocą nut, wszystkie dźwięki śpiewano z pamięci, tak jak przodkowie nauczyli. Było jedynie napisane np. z jakich innych znanych pieśni pochodzi ta melodia, albo kto ją napisał. Śpiewakami były najczęściej osoby starsze, głównie kobiety, a bezcenne zeszyty często przechodziły z pokolenia na pokolenie, tak samo jak ta osobliwa funkcja.   
źródło: www.gadki.lublin.pl
          Na czuwanie przy zmarłym (które obecnie bywa skracane do kilkugodzinnego wystawienia trumny z ciałem w dniu pogrzebu) składały się głównie modlitwy i śpiew, które przeplatano chwilami ciszy i wspomnieniami.
          Zwyczajem znanym i kultywowanym w wielu regionach Polski były tzw. puste noce. Stanowiły one swoiste wigilijne, modlitewne czuwanie przy zmarłym, przez całą noc poprzedzającą pogrzeb. Bliscy i znajomi spotykali się, by w ten sposób modlić się za duszę bliskiej osoby. Zwykle najpierw odmawiany był różaniec. Potem śpiewało się pieśń maryjną Ty któraś pięknie dni swoje skończyła, pieśń o św. Barbarze, o św. Józefie Szczęśliwy kto sobie patrona, o Aniele Stróżu, o Szkaplerzu, do Matki Boskiej Różańcowej, Trójca – Bóg Ojciec, Bóg Syn, Bóg Duch Święty, pieśń do św. Jana Witaj Janie z BolesławaO Polska Korono, Jezu w ogrójcu mdlejący, Kto chce pannie Maryi służyć i inne. Około godziny piątej rano intonowano Godzinki. Poprzedzały je pieśń Zawitaj ranna Jutrzenko, a w Wielkim Poście Zawitaj Ukrzyżowany, na tę samą melodię.
          Każdy śpiewak, który prowadził czuwanie, kształtował je na swój sposób. Narzucał pieśni jak i melodie. Był jakby mediatorem między dwiema sferami, osobą, która pozwalała przeprowadzić wspólnotę w inny wymiar. A ze śpiewu ponownie wyrastała cisza.

Barbara Supeł

źródło: www.stowlekidukielskie.dukla.org

środa, 11 listopada 2015

Formy modlitwy za zmarłych - część pierwsza: praktyki liturgiczne i paraliturgiczne

źródło: www.lmschairman.org
          Chrześcijański sens naszej śmierci odczytujemy w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa, których pamiątkę przeżywamy w czasie każdej Liturgii Eucharystycznej. W dniu śmierci katolika, po zakończeniu życia sakramentalnego, Kościół widzi dopełnienie jego nowych narodzin do Królestwa niebieskiego. Kościół, w którym katolik umacniał się słowem Bożym i sakramentami, towarzyszy mu w jego ostatniej drodze tu na ziemi. Ofiarowuje go przez Chrystusa Ojcu i z nadzieją składa jego ciało w grobie, wierząc, że zmartwychwstanie ono w chwale. W liturgii pogrzebowej oddajemy naszą posługę zmarłemu, zanosimy do Boga modlitwy w jego intencji i wyrażamy naszą z nim łączność.
          Liturgia żałobna ma szczególne znaczenie dla katolików, bowiem jest etapem przejścia z życia doczesnego do życia wiecznego. Exequiarum Ordo, dlatego liturgiczne modlitwy za zmarłych sięgają do hymnów i psalmów mówiących o wiecznym zbawieniu. Kolorem liturgicznym jest czerń albo fiolet, w pewnych sytuacjach biel. Koloru białego używa się na pogrzebach dzieci przed ukończeniem siódmego roku życia.
Pogrzeb JF Kennedy'ego;
źródło: extremecatholic.blogspot.com
          Trumnę z ciałem zmarłego wnosi się do Kościoła "nogami do ołtarza" i ustawia się na katafalku blisko ołtarza mszalnego. W czterech rogach katafalku ustawia się lichtarze ze świecami. Po Drugim Soborze Watykańskim obrzędy pogrzebowe zalecają, aby przy trumnie zapalać paschał, symbol zmartwychwstałego Chrystusa. Przy trumnie zapala się także chrzcielną świecę zmarłego. Inaczej ustawia się trumnę z ciałem kapłana, mianowicie "głową do ołtarza", gdyż był szafarzem Eucharystii, głosił wiernym słowo Boże, sprawował sakramenty święte. Na trumnę lub przed nią kładzie się mszał i stułę, a na mszale kielich z pateną dla przypomnienia sprawowanych przez niego funkcji kapłańskich.
          Mszę świętą pogrzebową łączy się z egzekwiami, tzn. z Jutrznią (do południa) lub Nieszporami żałobnymi (po południu). We Mszy świętej zmarły polecany jest Miłosierdziu Bożemu. Kapłan wygłasza homilię pogrzebową, w której nie opowiada się o zasługach zmarłego, a raczej przybliża prawdy wiary dotyczące spraw ostatecznych i zachęca do modlitwy w intencji jego zbawienia.
źródło: wdtprs.com
          Po zakończeniu Mszy świętej ma miejsce liturgiczny obrzęd ostatniego pożegnania. Celebrans zachęca zgromadzonych do modlitwy, aby wszyscy mogli razem ze zmarłym osiągnąć zbawienie, następnie intonuje Przybądźcie z nieba na głos naszych modlitw (Subvenite, sancti Dei). Tekst ten wyraża serdeczną prośbę o przyjęcie zmarłego do grona zbawionych. Kapłan pokrapia trzykrotnie trumnę zmarłego wodą święconą na pamiątkę chrztu, prosząc Boga, aby dzieło zbawienia rozpoczęte w tym sakramencie zostało pomyślnie zakończone poprzez przyjęcie zmarłego do domu Ojca w niebie. Następujące później okadzenie zmarłego wyraża prawdę, że ciało ludzkie było świątynią Ducha Świętego i dlatego należy się mu nasz szacunek. Wznoszący się ku górze dym kadzidła symbolizuje modlitwę, którą kierujemy ku Bogu w intencji zmarłego. Modlitwa Ojcze nieskończenie dobry, którą celebrans odmawia po okadzeniu, zawiera gorącą prośbę o otworzenie bram raju zmarłemu, jest także podziękowaniem Bogu za jego dobre czyny. Podczas śpiewu antyfony Niech aniołowie zawiodą cię do raju (In paradisum) trumnę zmarłego wynosi się z kościoła.
źródło: harvestingthefruit.com
          Ostatnia stacja liturgii pogrzebowej ma miejsce na cmentarzu. Dochodząc do grobu śpiewana jest antyfona Ja jestem zmartwychwstanie i życie (Ego sum). Trumnę ustawia się w pobliżu grobu i po chwili cichej modlitwy rozpoczyna się modlitwa powszechna, po której odmawia się Modlitwę Pańską zakończoną prośbą o wieczne zbawienie zmarłego. Po uroczystym błogosławieństwie zgromadzonych kapłan pokrapia trumnę wodą święconą i rzuca grudkę ziemi na trumnę, przypominając o przygodności naszego życia tu na ziemi: Prochem jesteś i w proch się obrócisz. Kapłan oznajmia, że ciało zmarłego złożymy do grobu, ale wierzymy, że skoro Chrystus powstał z martwych, to również wskrzesi ciało naszego zmarłego do życia wiecznego. Podczas śpiewu Witaj Królowo i Anioł Pański opuszcza się trumnę do grobu i zasypuje. W czasie śpiewu poświęca się krzyż i ustawia na grobie, prosząc, aby ciało pod nim złożone, Bóg wskrzesił do życia w chwale. Tradycyjnie uczestnicy pogrzebu starają się rzucić trzykrotnie grudkę ziemi na trumnę do grobu. Obrzędy pogrzebowe pozwalają na poświęcenie zapalonych zniczy oraz żywych kwiatów składanych na grobie. Kwiaty są znakiem naszej miłości do zmarłego oraz wdzięczności za jego dobre czyny. Płonące znicze i lampki są wyrazem naszej modlitwy kierowanej do Boga o dopuszczenie zmarłego do wiekuistej światłości. Znak krzyża i chrześcijańskie pozdrowienie kapłana kończy liturgię pogrzebową na cmentarzu.
Pogrzeb papieża Benedykta XV; źródło: ikomutoprzeszkadzalo.pl
          Modlitewna pamięć o zmarłych wykracza znacznie poza same obrzędy pogrzebowe. Wśród różnego rodzaju form modlitwy za zmarłych szczególne miejsce zajmują wypominki. Jest to specjalne nabożeństwo za zmarłych, podczas którego wyczytywana jest lista imion i nazwisk zmarłych osób, które wierni chcą w modlitwie polecać Bogu. Wierni wypisują na kartkach nazwiska swoich zmarłych krewnych i wraz z dobrowolną ofiarą przynoszą je do parafialnej kancelarii lub kościelnej zakrystii. Ksiądz sporządza listę nazwisk zmarłych, którą odczytuje podczas nabożeństwa wzywając zebranych do modlitwy w ich intencji. Najczęściej wierni odmawiają w intencji zmarłych różaniec lub tradycyjną modlitwę Wieczny odpoczynek.
          Istnieją również zwyczaje okołopogrzebowe, wyrastające z obrzędowości ludowej. O nich przeczytamy w następnej części.
Barbara Supeł

poniedziałek, 2 listopada 2015

Zaduszkowy spacer po cmentarzach


          Na cmentarze ruszyliśmy już wczoraj. Choć właściwie to dziś jest dzień wspominania wiernych zmarłych, wczorajsza uroczystość dedykowana Wszystkim Świętym, również jest dobrą okazją do nawiedzenia miejsc pochówku. Dlaczego? Bowiem w ten sposób wyznajemy, że wśród tych zmarłych również leżą święci.
          Podróżując po świecie zdarza nam się spotykać różnej maści cmentarze. Nieraz urokliwe wiejskie cmentarzyki nie powalają przepychem, lecz zachwycają malowniczością położenia. Innym razem są to aleje sław czy zasłużonych. Czasem pełne marmurów i złoceń mauzolea królów, gdzieś w podziemiach katedr. Dziś, w dzień Wspomnienia Wszystkich Wiernych Zmarłych, prezentujemy fotograficzną wędrówkę przez cmentarze różnych wyznań.
Przykościelny cmentarz parafialny, Tatranská Javorina, Spisz, Słowacja (Kościół Rzymskokatolicki). Spiskie cmentarze są znakomitym odzwierciedleniem kulturowego tygla tego rejonu. Łatwiej tu o nazwiska niemieckie i węgierskie, niż słowackie. Piękne nagrobki, czy też same krzyże, nawiązujące zgodnie z XIX-wieczną modą do architektury gotyckiej tworzą niezwykle sugestywny obraz, którego tłem są szczyty Tatr Bielskich.
Ołtarz w krużgankach klasztornych, miejsce spoczynku 1437 mnichów benedyktyńskich; klasztor na Świętym Krzyżu, Polska (Kościół Rzymskokatolicki). W pierwszym sanktuarium na ziemiach polskich znajduje się ołtarz z czarnego marmuru, będący zbiorową mogiłą zmarłych zakonników, których szczątki zebrano z terenu całego klasztoru. Nad ołtarzem umieszczono napis, którego polskie tłumaczenie brzmi: „Bogu Najlepszemu i Największemu, Pokój z Tobą przechodniu. Wstrzymaj kroki. Kto z pośpiechem doby życia przebiega, może iść dalej, ciebie jednak proszę, abyś się zatrzymał. Oto patrz i padnij na kolana do modlitwy, bo w tym grobie spoczywają wielu osób zgromadzone kości, tj. od R. P. 1006 opatów 82, przeorów 275, zakonników 1080, których milość Chrystusa pod cień ożywczego krzyża zgromadziła[...]”
Cmentarz w parku Komrčar, wyspa Rab, Kvarner, Chorwacja (Kościół Rzymskokatolicki, najstarsza diecezja chrześcijańska na terenie Adriatyku). Miasto Rab, będące głównym miastem wyspy o tej samej nazwie, to historyczna stolica najstarszej diecezji rejonu Morza Adriatyckiego. I choć w XIX wieku miejscowy kościół utracił rangę katedry, zwyczajowo nadal się go tak nazywa (warto go odwiedzić, choćby dla nawiedzenia głowy św. Krzysztofa). Na cmentarzu nad grobami indywidualnymi przeważają liczebnie mogiły zbiorowe, będące rodzinnymi grobowcami. Uroczystość Wszystkich Świętych (blagdan Svih Svetih) w Chorwacji ma szczególne znaczenie. Niegdyś nazywane było pierwszym Bożym Narodzeniem (prvi Bożić), a zwyczaje z nim związane obejmowały również specjalne potrawy, przyrządzane na ten dzień. Dziś jest to również dzień wspomnienia ofiar wojny, rozgrywającej się w Chorwacji w latach 1991-1995.

La Cripta Real (El Panteón de los Reyes), Monasterio de El Escorial, San Lorenzo de El Escorial, Hiszpania (Kościół Rzymskokatolicki). Panteon Królów, znajdujący się w podziemiach oszałamiającej bazyliki kompleksu klasztornego El Escorial, to miejsce spoczynku 26 hiszpańskich władców: 25 królów i jednej samodzielnie panującej królowej (Izabeli II Burbon) i ich żon (męża), o ile spłodziły panującego króla. Rytuał wymaga, by ciało zmarłego króla lub królowej nie było składane od razu w panteonie. Pierwsze 50 lat po śmierci spędza ono w Pudridero – miejscu dostępnym tylko dla mnichów. Omadlają oni zmarłych, a gdy upłynie pół wieku, pozostałości władców przenoszone są do sarkofagów. Obecnie rozkładają się tu zwłoki rodziców króla Juana Carlosa I, który abdykował na rzecz swojego syna w ubiegłym roku. W oddzielnym pomieszczeniu podziemi bazyliki znajduje się Panteon Książąt, miejsce spoczynku książąt i księżniczek, a także królowych, które nie poczęły panującego później króla.

Kościół Marienkirche w centrum Berlina słynący z epitafiów i malowidła danse macabre, Berlin, Niemcy (wyznanie luterańskie). Pierwsza rozbudowa Berlina objęła historyczny teren Nowego Miasta. Powstała wtedy dzielnica z centralnym kościołem mariackim (1270-1280). Od XVI wieku kościół należy do luteran. W kościele jednak ocalało monumentalne polichromowane przedstawienie Tańca śmierci (danse macabre), datowane na rok 1484, po przejściu kościoła w ręce protestantów pobielone, ponownie odsłonięte w 1848 roku.  W kościele nie brak również bogatych epitafiów.
Cmentarz Zbawiciela (Vår Frelsers gravlund), Oslo, Norwegia (wyznanie luterańskie). Położony w bezpośrednim sąsiedztwie wzgórza Aker z najstarszym kościołem miasta (a zarazem najstarszym budynkiem Oslo), jest dziś chętnie odwiedzany z dwóch powodów. Po pierwsze, dominujący nad nim romański kościół ze swoim niewielkim cmentarzykiem, będącym zalążkiem dzisiejszego, wznosi się na wyeksploatowanej przez Wikingów żyle srebra, co było zaczątkiem wielu legend o ukrytych w jego podziemiach skarbach, o zapomnianych lochach i smokach. Po drugie, cmentarny Zagajnik Sław (Æreslunden) to miejsce pochówku wielu osobistości, tym Edvarda Muncha. 

The Necropolis, Glasgow, Szkocja, Wielka Brytania (wyznanie anglikańskie). Założony w XIX wieku cmentarz w stylu wiktoriańskim (nieformalny park bez wytyczonych alejek), wznoszący się na niewielkim wzgórzu, położonym w bezpośrednim sąsiedztwie katedry św. Munga. Spośród pięćdziesięciu tysięcy grobów wiele jest bezimiennych. Znaczna część z nich nie posiada nawet kamienia nagrobnego, jak to było w zwyczaju w tamtych czasach. Założony w 1831 roku zapełnił się w dwadzieścia lat. Dziś spacer pośród trzech i pół tysiąca pomników w typowo szkocką pogodę to niezapomniane przeżycie.

Westminster Hall and Burying Ground, Baltimore, Maryland, USA (wyznanie prezbiteriańskie). Ten przykościelny cmentarz położony w zachodniej części centrum Baltimore został założony w 1787 roku. Obecnie odwiedzany jest głównie przez wielbicieli twórczości Edgara Alana Poe, który wskazał to miasto jako miejsce swojego pochówku. Na cmentarz prowadzi bardzo interesująca brama w stylu egipskim.


Starý židovský hřbitov, Josefov, Praga, Czechy (wyznanie judaistyczne). Żydowskie cmentarze nazywane są przez wyznawców religii mojżeszowej בית עולם (bejt olam – „dom świata” albo „dom wieczności”), jednak wśród Polaków żyjących w Cesarstwie Austro-Węgierskim funkcjonowała nazwa kirkut (od greckiego Kyriakós oíkos, dom Pański). Sami Żydzi woleli określenia z jidysz, typu bejsojlem, czy bejsakwores, pochodzącymi z hebrajskiego. Podstawową różnicą między cmentarzem chrześcijańskim a żydowskim jest odmienne traktowanie grobu. Poczucie chrześcijańskie pozwala na jego naruszenie i na dokonanie nowego pochówku po określonym czasie. Cmentarz nieużywany przez długi czas może być zlikwidowany. Według zasad judaizmu, każdy nagrobek i cały cmentarz jest nienaruszalny, tak długo, jak znana jest jego lokalizacja, chyba że przemówią okoliczności wyjątkowe (np. ekshumacja celem przeniesienia szczątków do grobu w Ziemi Świętej).

          Koncepcję cmentarza przejęli pierwsi chrześcijanie od tradycji starożytnego Rzymu, jednak ich podejście do niego wskazywało na wiarę Kościoła w zmartwychwstanie. Dlatego też nazwę necropolia (łac. miasto umarłych) zamieniono na coemeterium, co jest łacińską pochodną greckiego κοιμοῦμαι (spać). W ten sposób cmentarz stał się nie miejscem ostatecznego spoczynku, a sypialnia. A, jak to z sypialniami bywa, kiedyś się je opuszcza.

Krzysztof H. Olszyński
(zdjęcia z archiwum własnego)